Aktualności

Dopiero uczy się trudnej roli kapitana zespołu


- Na półmetku sezonu zasadniczego w II lidze AGH Galeco Wisła zajmuje 3. miejsce z 23 punktami, ma 7 punktów straty do lidera Szóstki   Biłgoraj. Zespół z 10 meczów przegrał 3. Czy taki wynik Panią i koleżanki z drużyny satysfakcjonuje? Mogło być lepiej?

 - Mnie na pewno nie satysfakcjonuje taki wynik, liczyłam na trochę lepszy. Porażki z Krosnem i Biłgorajem można by zaakceptować. Wiedziałam, że może nam się powinąć noga, ale trzy porażki (trzecia to z Siarką Tarnobrzeg - przyp. art) to trochę za dużo. Gdybyśmy bardziej powalczyły z Krosnem i Biłgorajem, gra była wyrównana, a dopiero w końcówce byśmy straciły, to jakoś lepiej bym się z tym czuła. A tak to nie do końca jestem zadowolona.
 

- Na początku sezonu przegrałyście 0-3 z Biłgorajem, który oprócz was jest głównym kandydatem do awansu. Czego w tym meczu zabrakło?

- Już na początku trafił się nam tak trudny przeciwnik, a mamy całkiem nowy zespół, bardzo zróżnicowany, bo są młodsze i bardziej doświadczone zawodniczki. Żeby to poukładać, trzeba więcej czasu. Głównie tego zgrania nam zabrakło.
 

- Dużo wam trzeba jeszcze spotkań, żeby się zgrać i poczuć się pewniej?

- Na treningach widać, że się coraz częściej lepiej dogadujemy. Mam nadzieję, że druga runda będzie dużo lepsza, pokaże, że upewniamy się w tym, co mamy grać. Mamy parę elementów do poprawienia.
 

- A co trzeba poprawić?

- Przede wszystkim, o czym mówił trener, jest to obrona. Będziemy się skupiać nad tym, by dopracować ten element, trzymać się jednego systemu. Do tej pory było jeszcze tak, że

się zapominało parę rzeczy. Zawodniczki przyszły z różnych klubów, a tam grano inaczej, więc teraz u nas było dużo nieporozumień. Będziemy się starać to ujednolicić.
 

- W zespole jest sporo nowych zawodniczek, dogadałyście się szybko?

- Tak, nad dobrą atmosferą pracowałyśmy od początku. Trener też kładł na to duży nacisk. Myślę, że udaje nam się i będziemy chciały utrzymać to do końca sezonu.
 

- Jakie są mocne strony tego zespołu?

- Duża ambicja, wigor, optymizm. Przez to, że zespół jest bardzo różnorodny, że każdy wnosi do niego coś innego. Ważny jest też cel - mamy awansować, mnie w takiej sytuacji lepiej się pracuje.
 

- Tak wysoko zawieszona poprzeczka nie deprymuje was? Wszyscy oczekują awansu, trener Lesław Kędryna, zwłaszcza po początkowych meczach, mówił, że presja was trochę przytłacza.

- Największy kłopot będą miały te najmłodsze dziewczyny. Dla nich to pierwszy tak profesjonalny zespół i od razu wysoki cel. To się czuje na boisku, że zamiast myśleć o grze, myśli się o awansie. W Wiśle grałam już o najwyższe cele, ja to rozumiem, wiem, że wówczas pojawiają się nerwy. Myślę, że z meczu na mecz presja będzie znikała. Poza tym, trzeba brać zawsze pod uwagę, że czasem coś się nie uda, to jest sport.
 

- Były trzy porażki, ale pozostałe siedem spotkań wygrałyście dość łatwo i zdecydowanie. Drużyna może więc grać bardzo skutecznie, tylko trzeba to przełożyć na pojedynek z mocniejszym przeciwnikiem.
 

- No właśnie, z takim słabszym rywalem gramy bardzo dobrze, czujemy się pewnie, wychodzi wszystko i wygrywamy wysoko. To moim zdaniem nie jest za dobre, bo po łatwych

przeciwnikach przychodzi mocniejszy i gdy jest trudność, to przestajemy wierzyć i walczyć. Musimy sobie z tym poradzić jako zespół. Jak jest za dobrze, to przychodzi moment, że traci się czujność. Musimy się nauczyć po takich meczach znaleźć większą mobilizację.
 

- W składzie jest Pani i dwie inne bardzo doświadczone zawodniczki: Sandra Biernatek i Magda Jagodzińska. Można się spodziewać, że dzięki wam takich sytuacji powinno być jak najmniej.
 

- Nie będę usprawiedliwiać żadnej z nas. Uważam, że na boisku jest sześć zawodniczek, a nie trzy, nie można powiedzieć, że skoro są trzy doświadczone, to takie rzeczy nie powinny się zdarzać.

- Ale największe oczekiwania i presja jest na tej trójce.

- Jest i wcale nie jest to łatwe. Doświadczenie doświadczeniem, ale piłka na boisku leci w różnym kierunku, nikt nie pokryje całego boiska. Trzeba zrobić tak, żeby zespół się zgrał i każdy wiedział, za co jest odpowiedzialny.
 

- Lider Szóstka Biłgoraj wygrał wszystkie 10 spotkań, stracił tylko jednego seta. To faktycznie tak mocna drużyna?

- Dla mnie każdy przeciwnik jest trudny. Po meczu z Biłgorajem mogę powiedzieć jednak, że ważna jest kwestia nastawienia i taktyki. Ten rywal jest jak najbardziej w naszym zasięgu, potrzeba pomysłu na pokonanie go. Ma bardzo wyrównany skład, zawodniczki są zgrane, każda z nich potrafi coś zagrać. Nie ma tak, że jedna siatkarka "ciągnie" grę, ta siła jest rozłożona.

- Z Szóstką zagracie za półtora tygodnia, pomysł na rywala jest? Trener już was jakoś nastawia na ten mecz?

- Myślę, że jak przeanalizujemy nasz poprzedni mecz z tą drużyną, to znajdzie się parę rzeczy, które można zrobić lepiej i dzięki temu pokonać ten trudny Biłgoraj. Powoli się szykujemy do tego spotkania. Rozmawialiśmy z trenerem, powiedział, że zaczynamy przygotowania. Więcej nie mogę zdradzić (śmiech).
 

- W poprzednim sezonie grała Pani w I lidze, w Eliteskach AZS UEK Kraków. Nie żałuje Pani, że zrezygnowała z wyższego szczebla na rzecz II ligi?

- Już wcześniej tak było. Grałam w pierwszej lidze, a jak poszłam do Elitesek, to tam była druga liga. Było trochę żal, ale z drugiej strony okazało się, że jak się robi jeden krok do tyłu, to można zrobić dwa do przodu, wywalczyłyśmy awans. Teraz wierzę, że też tak będzie, więc nie jest mi żal. Mam też nową funkcję, której się uczę, jestem kapitanem drużyny. Dla mnie to duże wyzwanie, nigdy nim nie byłam, nie zdawałam sobie sprawy, że to taka trudna rola.
 

- W trudnych momentach wszyscy patrzą na kapitana.

- Nie wiem, jak to jest w innych klubach, ale u nas reszta drużyny liczy na wsparcie kapitana. To nie jest dla mnie łatwe, ale tego potrzebuje zespół. Dopiero uczę się, być może też ja

coś zawalam. Zobaczymy, jak będzie w drugiej rundzie. Jeśli i ja się nauczę pewnych elementów, to może gra będzie wyglądać inaczej.
 

- Czuje Pani, że coś robi nie tak? Może ktoś zwraca uwagę?

- Ja zawsze znajduje w sobie coś, co jest do poprawy (śmiech).
 

- Różnica między I i II ligą jest duża?

- Duża, ale moim zdaniem to druga liga jest trudniejsza do grania i wygrywania, uzyskania stabilizacji. Ze względu na to, że zespoły są bardziej waleczne w obronie. Wszystko się może zdarzyć.
 

- Postawiłyście sobie jakiś cel na drugą rundę?

- Mamy być w "czwórce", która walczyć będzie w play-off o awans, najważniejsze mecze będą dopiero tam. Bardzo bym chciała, żebyśmy pokonali choć jednego z tych dwóch mocnych przeciwników, Krosno lub Biłgoraj. Dziewczyny miałyby wtedy więcej wiary w siebie, byłoby dużo łatwiej.
 

Rozmawiał: ARTUR BOGACKI, Dziennik Polski